Na Chojnach

11:52 Igor Banaszczyk 0 Comments

Konstanty Dobrzyński


NA CHOJNACH

Na Chojnach, zdala od gwarnego miasta,
gdzie się już kończą tramwajowe szyny,
nagle pod stopą inny świat wyrasta:
ogrody, drzewa, pęki bzów, jaśminy ...

Tu jest mój domek - przytulny, kochany,
jak łono ciepłe utęsknionej matki,
gdzie mnie witają uśmiechami ściany,
gdzie świat swój widzę z okna facjatki.

Facjatka stara, czarna, trochę krzywa,
lecz taka moja... szczera i życzliwa -
stąd mi jest jasna i najkrótsza droga
hen w nieskończoność, w błękity, do Boga...

Stąd wychylony spoglądam co rana,
jak z wschodzącemi blaskami promieni
drży, ogniem płonie, złoci się i mieni
barwami tęczy staw świętego Jana.

Albo jak w mgławym obłoku się chowa,
podpierający wieżycą swą chmury,
jak świat idący do słońca w konkury,
prastary' kościół odległego Rzgowa.

Tu się serdeczniej ludzie uśmiechają
a niebo sięga prawie domów szczytów
wszystkie dziewczęta w spojrzeniach swych mają
więcej słodyczy i więcej błękitu.

Wieczorem cudnie jest przejść się nad torem,
co Chojny objął miłosnym uściskiem.
Patrzeć, jak księżyc mknie ognistym dyskiem,
Jak miasto z dali miljonem lamp gore ...

Tu turkot maszyn i dym nie dolata
i dzień jest dłuższy, milszy i mniej znojny.
Jak za to wszystko nie kochać cię Chojny -
ty najpiękniejsze z wszystkich przedmieść świata?


----------------------------------------------------------------------------------------------
Wiersz przedwojennego łódzkiego poety, narodowca, robotnika i żołnierza - poległego w kampanii wrześniowej. Autentycznie się wzruszyłem ;(

You Might Also Like

0 komentarze: