Recenzja "Gangster squad" i "Drogówki" - UWAGA SPOJLERY!

10:49 Igor Banaszczyk 0 Comments

Dobry i zły glina

Recenzja "Gangster squad" i "Drogówki" - UWAGA SPOJLERY!

Nie wiem czy zestawienie filmów było świadome, ale na projekcjach kina objazdowego w Hajnówce, obejrzałem dwa skrajnie różne, filmowe portrety policjanta i jego pracy. Jednym z nich był skrzący się od hollywoodzkich gwiazd „Gangster squad”, drugim zaś polskie bagienko reprezentowane przez „Drogówkę”.
Cóż, niestety przyznać, że dzieli te filmy przepaść. I wcale nie mam tu na myśli budżetu jakim dysponowali twórcy, ani rozmachu obu dzieł. Przede wszystkim, mamy do czynienia z zupełnie różnym spojrzeniem na stróżów prawa. Amerykanie pokazują nam „ostatnich sprawiedliwych”, grupę praworządnych gliniarzy, którzy za wszelką cenę próbują pokrzyżować plany, pewnemu gangsterowi z Miasta Aniołów. Z drugiej strony mamy szarość, brud, łapówkarstwo, prostytucję, korupcję, upadek wszelkiej moralności - „A to Polska właśnie”, chciałoby się powiedzieć. Niestety (a może na szczęście) oba filmy mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. I w jednym i w drugim przypadku jest to zabieg celowy. Tyle tylko, że w przeciwieństwie do Fleichera, Smarzowski jest w swoim przerysowaniu konsekwentny aż do bólu. Z tego właśnie powodu „Gangster squad” ponosi porażkę na całej linii – nie mamy pewności, czy oglądamy historię na faktach, czy ekranizację jakiegoś komiksu, czy film jest gangsterską komedią, czy poważnym dramatem. Niby krew leje się strumieniami, flaki są wleczone po ziemi, trup ściele się gęsto, ale po chwili Gosling zabija przeciwników strzelając na ślepo a inni bohaterowie tracąc zderzak próbując wyrwać więzienne kraty. Wszystko tonie w absurdach i komiksowości by co jakiś czas uderzyć w poważne tony. Odnoszę wrażenie, że gdy Fleicher przed realizacją „Gangster squadu” obejrzał np. „Sin city” Franka Millera – mielibyśmy obraz zdecydowanie lepszy. Dlaczego nie przerysowano bohaterów jeszcze mocniej? Czemu nie wyrzucono tego niestrawnego dydaktyzmu i kiczowatego zakończenia? Doprawdy, nie wiem – ale z tego powodu potencjał jaki miał film, niknie po drodze niczym imperium tytułowego gangstera. Nie ratują filmów nawet aktorzy, drewniany bardziej niż zwykle (a jednak się da!) Gossling, ma tylko jeden moment przebudzenia, Brolin mimo odpowiedniej prezencji gra na dwóch minach (wesołej i poważnej), zaś cała reszta „dobrych” nie wyłamuje się ze swoich papierowych ram. Całość ratuje jeszcze Sean Penn. Emma Stone wygląda zabójczo, ale scenariusz nie dał jej zbyt dużych możliwości.
Zupełnie przeciwne wrażenia miałem po „Drogówce”. Ten duszny, przyciężki, szary film zachęcił mnie do zmierzenia się z pozostałymi dziełami Smarzowskiego. Na całe szczęście (wbrew temu co jęczały w internecie uprawiające mentalny sado-masochizm lemingi) film nie jest prawdziwym obrazem polskiej policji. Smarzowski przerysowuje i to bardzo mocno. Jednostka jaką bierze na warsztat, to zbiór wszelkich grzechów, zbrodni i plugastwa. Wszystko po to, aby wystawić na próbę głównego bohatera (który też do idealnych nie na leży – lecz na tle kolegów lśni niczym diament). Wplątany w zbrodnię, której nie popełnił, uciekając przed dawnymi kolegami i przełożonymi – przypadkowo wpada na trop afery, w którą zamieszani są wszyscy. Od zwykłych policjantów począwszy, na przedstawicielach władzy skończywszy. Jednak piekło polskiej ziemi, jakie gotuje bohaterowi reżyser jest jakby to napisał Zbigniew Herbert niczym „mokry dół zaułek morderców, barak nazwany pałacem sprawiedliwości”. I nikt tu pięknie nie kusi. Końcówka to popis konsekwencji i zabawy w symbolikę. I tu niestety kryje się najważniejsza wada filmu – Smarzowski niczym Bóg-Sędzia wymierza sprawiedliwość, swoim bohaterom. Czyni to jednak czasem w sposób tak ewidentny i bezkompromisowy, że na usta ciśnie się jedno pytanie – skoro każdy z filmowych gliniarzy, skażony jest jednym z siedmiu grzechów głównych, to czy pycha nie jest przypadkiem domeną reżysera? Czytając opinie dotyczące poprzednim jego filmów dochodzę do wniosku, że może tak być. Jest to niewątpliwie skaza na prawie idealnym filmie, choć ratują ją ciekawe symboliczne zabiegi (zwróćcie uwagę kto „przysłużył” się ukaraniu bohatera, którego grzechem była nieczystość ;) ). Mimo wszystko „Drogówka” jest filmem ze wszech miar udanym i wbrew zapowiedziom, nie pozbawiającym widza nadziei (zakończenie wątku gliniarza rasisty)*.
Postać policjanta w filmie była już eksploatowano tak często, że współczesnym twórcom trudno powiedzieć na ten temat coś nowego, odkrywczego i zajmującego. Twórcy „Gangster squad” pokazują to aż nazbyt dosadnie. Jednak talent reżysera jest w stanie uratować nawet tak oklepany temat. Smarzowski dostaje u mnie duży plus i kredyt zaufania.

„Gangster squad” 4/10, „Drogówka” 8/10

*Ponoć w ostatniej scenie „Drogówki” w tłumie ludzi widać głównego bohatera – trudno mi uwierzyć w tak prostackie rozwiązanie, ale gdyby zinterpretować to jako myśl, że dobra podobnie jak zła nie da się ostatecznie zniszczyć?

**Nie polecam oglądać „Drogówki” w kinie, zarykująca się ze śmiechu przy każdej „kurwie”widownia potrafi popsuć atmosferę. Choć muszę przyznać, że tekst pijaczka do swojej towarzyszki: „Jebłem ci, to jebłem! Na chuj drążysz?” rozłożył na łopatki i mnie.

You Might Also Like

0 komentarze: