In nomine Eclesiae - recenzja filmu "W imieniu diabła"

11:29 Igor Banaszczyk 0 Comments

In nomine Eclesiae

Film Barbary Sas pt. „W imieniu diabła” zobaczyć było niezwykle trudno. Pani reżyser obraziła się na werdykt jury festiwalu w Gdyni i „wypuściła” dzieło w ograniczonej liczbie kopii. Kina emitowały go zatem dość krótko. Powstała przez to internetowa legenda mówiąca, że to z pewnością interwencja Kościoła Katolickiego sprawiła, że obraz został szybko wycofany z repertuarów. Leminżeria widziała ewidentne naciski ze strony episkopatu. Dlaczego? Bo film był luźno oparty na historii kazimierskich betanek.
Cóż, podchodziłem do tego filmu jak pies do jeża, spodziewając się jakiegoś bełkotu w stylu fantastów z redakcji Faktów i Mitów. Muszę przyznać, że tym akurat aspekcie obraz zdecydowanie rozczarowuje. I chciałbym zobaczyć minę typowego antyklerykała-cebulaka oglądającego „W imieniu diabła”, bo... film ma zdecydowanie katolickie przesłanie! (Choć jak ich znam i tak dorobią do tej historii, swoją ideologię).
Sprawa zbuntowanych zakonnic jest tutaj sprowadzona do jednoznacznej myśli – odstępstwo od doktryny, zawsze prowadzi do wynaturzenia. Barbara Sas nawet nie próbuje polemizować z tą myślą, zamiast tego skupiając się na psychice sióstr zakonnych i tego jak powoli wpadają one w sidła herezji, zastawione przez siostrę przełożoną. Interesujące choć czasem nieco przerysowane postacie zakonnic, nie są jednak w stanie ukryć najważniejszej wady filmu. „W imieniu diabła” jest po prostu zbyt długie. Obrazki z życia sióstr i powolnych upadek ich zgromadzenia, nużą a nie wciągają. Trochę ożywienia wprowadzają sceny orgiastycznych obrzędów (nieco przypominających to co dzieje się na spotkaniach ruchów charyzmatycznych) sprawowanych przez demonicznego księdza Franciszka, ilustrowane niezła muzyką Michała Lorenca. Broni się też aktorstwo zarówno debiutująca Katarzyna Zawadzka, jednak prawdziwy popis daje Roma Gąsirowska. Ciekawy jest również Marian Dziędziel w roli księdza Stefana (zupełnie innej niż jego dotychczasowe emploi).
Szkoda jednak, że filmowi zabrakło przysłowiowego pazura. Historia jest zdecydowanie leniwa i gdzieś ulatują obecne tam z pewnością emocje. Dobre sceny (Zawadzka tańcząca i śpiewająca „Czarne anioły” Ewy Demarczyk) przeplatane są zupełnie niepotrzebnymi (motyw snu i tajemnego tunelu).Drażnią niektóre uproszczenia – ksiądz twierdzący, że nie istnieje szatan, czy zakonnica mówiąca, że nie mogła „przyjąć opłatka”, choć to akurat drobiazgi.
Reasumując film Barbary Sas to porządny kawałek polskiego kina – z jego wszystkimi wadami i zaletami. Jego problemem jest jednak to, że nie spełnia wymagań ani fanatyków spod odwieszonej sutanny ks. Kotlińskiego, ani ich zdeklarowanych przeciwników (vide recenzja pewnej siostry zakonnej z portalu Fronda.pl – odnoszę wrażenie, że oglądaliśmy dwa różne filmy). Teoretycznie film mógłby trafić do tych niezadeklarowanych, ale oni raczej nie będą zainteresowani taką tematyką. Mimo wszystko polecam jednak obejrzeć „W imieniu diabła”, choćby dla kilku naprawdę dobrych zdjęć i nastrojowych wnętrz zrujnowanego kościoła.

„W imieniu diabła” 6/10

You Might Also Like

0 komentarze: