Legenda o powstaniu Antwerpii

10:50 Igor Banaszczyk 0 Comments

Legenda


w tekście wykorzystałem cytaty z dzieł Jacka Kaczmarskiego i Terrego Pratchetta


Postmodernizm nauczył nas, że kłamstwo jest wszędzie. Bajki, baśnie, mity są czymś innym niż się to nam do tej pory wydawało. Co więcej nauczył nas także, jak opowiadać kłamstwa. Sprawia nam to taką przyjemne, że kłamiemy bez przerwy. Przeinaczamy baśnie i legendy, brudnym paznokciem zdrapujemy fresk historii by sprawdzić co się pod nim kryje, a jeśli prawda nie dorasta do naszych oczekiwań domalowujemy przodkom wąsy i zabawne okulary. Potwory stają się uciśnionymi, rycerze tępymi rzeźnikami, a ich ukochane zwykłymi sprzedajnymi dziewkami. Piękna staje się Bestią.
Nie przeczę, to ciekawa zabawa i sam oddaję się jej z zaangażowaniem godnym najbardziej zdeprawowanego cudzołożnika. Są jednak takie momenty, kiedy legendę opowiedzieć trzeba po bożemu. Choćby dlatego, aby nawet przez chwilę uwierzyć, że zło jest złem, dobro dobrem, a odcienie szarości to jedynie wymysł naszych znudzonych umysłów. Inaczej ta prosta Prawda mogłaby zagubić się gdzieś w labiryntach fantazji. Dla mnie ten moment właśnie nadszedł.
Myślę, że wydarzyło się to późnym wieczorem lub wczesnym porankiem. Silivius Brabo był wszak rzymskim żołnierzem – na całe szczęście czasy błędnych rycerzy-kochanków, romantycznych szaleńców i pacyfistycznych wynaturzeń dopiero wykuwały się w kuźni Historii. Zamiast tego miał Silvius swoich bezpłciowych, nudnych bogów i prostego gladiusa, w którego wierzył mocniej, niż w mieszkańców Panteonu. Co więcej znał łacinę. Zwłaszcza ten ostatni fakt, pomógł wyostrzyć i naprostować jego umysł. Dlatego właśnie Silvius wybrał poranek. Przeciwnik z pewnością spał po wieczornym rabunku i pijatyce, nawet gdyby nie udało się go zaskoczyć, będzie ociężały i powolny – myślał Rzymianin. Prosta lecz jak się okazało prawidłowa kalkulacja.
Olbrzym musiał być potworem. Nie cierpiącym egzystencjalne bóle, przedstawicielem wymierającego gatunku, niczym główny bohater „Grendela” Johna Gardnera. Nie był też zwierzęciem – wówczas bowiem jego czyny byłyby, za sprawą braku świadomości moralnie obojętnie. Stawiałoby to, (przynajmniej w oczach obrońców praw zwierząt i aktywistów walczących o byt ginących gatunków) czyn Silviusa w dość wątpliwym świetle – a tego przecież nie chcemy. Olbrzym był potworem. Tępym i złym potworem terroryzującym okoliczną ludność. Mieszkał pod mostem na Skaldzie, w grocie którą fale rzeki wypłukały w przybrzeżnej skale. Gdy tylko słyszał tętent kopyt, skrzypienie kół wozu czy tupot nóg wybiegał ze swego leża, wspinał się na przęsła i stawał na drodze podróżującego. W prostej barbarzyńskiej mowie tutejszych wieśniaków, żądał zapłaty za przejazd. Płacić trzeba było w złocie. Jeśli by kto zapłaty odmawiał, olbrzym chwytał go za rękę i ciągnął dopóki skóra i mięśnie nie wydawały, miłego jego uszom plaśnięcia. Śmiał się dziko i rzucał oderwaną dłoń w nurt Skaldy. Jeśli ktoś próbował stawiać opór, potwór miażdżył go ciosem pięści.
Nie wiem skąd Silvius dowiedział się o olbrzymie. Być może przybył tu z rozkazu swego centuriona, być może postanowił pomścić zabitego przez olbrzyma przyjaciela, może ulitował się nad losem jednorękiego kupca, a może skusiła go wyznaczone przez tego ostatniego, nagroda? Nie ma to zresztą większego znaczenia. Prosty, ale mądry i dobry wojak, zjawia się nad Skaldą. Okolica jest wyludniona, fetor bagniska miesza się ze smrodem padliny. Tu i ówdzie bieleją ludzie kości – w resztkach nadrzecznej mgły wyglądają naprawdę upiornie. Brabo nie modli się do bogów, jego usta proszą o pomoc Herkulesa. Człowieka z krwi i kości, który nie raz stawiał czoła potworom i wychodził z nich zwycięsko dzięki swej sile. Inni bohaterowie wydają się Silviusowi dziwaczni – uganiający się za sukienkami Jazon i Tezeusz budzą jego obrzydzenie, a myśl sprytnym Odysie wywołuje jedynie grymas pogardy. Tylko Herkules wydaje się Brabie godnym miana herosa.
Olbrzym nie daje się zaskoczyć. Przerywa rozmyślania Rzymianina i gdy żołnierz wkracza na most, bestia już tam czeka. Jednak proste logiczne myślenie, przynosi efekty – niewyspany i przejedzony potwór jest powolny i ociężały. Walka nie trwa długo. Zapomnijcie o efektownych pchnięciach, zamachach i śmiertelnym tańcu przeciwników. O wszystkim decydują sekundy. Potwór usiłuje zmiażdżyć Brabę ciosem swej pięści, jednak żołnierz odskakuje i wbija miecz w szyję wroga, aż po rękojeść. Ten rzuca się w agonalny szale, brocząc obficie krwią, by wreszcie paść u stóp zwycięzcy. Legenda zbliża się do końca.
Nie wiem też co stało się z Brabą. Może przepił nagrodę i wydalony z wojska zginął zagryziony przez wilki w, którymś z flamandzkich lasów, może uwierzył w Fortunę i zapomniał o swojej prostej niczym konstrukcja łacińskiego zdania, logice. Wdał się potem w politykę i wywędrował aż do samej stolicy. Tam jednak porzucony przez swą kapryśną, boską kochankę zginął od trucizny bądź sztyletu. A może po prostu poległ w Lesie Teutoburskim od strzały Germanina, czy później od żarłocznego ognia. Może też (i tego życzę mu z całego serca) przeżył bitwy, zdrady i potyczki, idąc za wskazówkami swego prostego umysłu. Ten zaś poprowadził go ku spokojnej starości. Opuściwszy wojsko Silvius wrócił nad Skaldę, wziął dużo młodszą żonę (jakąś niezbyt piękną, lecz cycatą i szeroką w biodrach niewiastę) i dożył późnego wieku, wieczorami w karczmie przy kubku wina, wspominając swoje młode lata. Spłodził licznych synów, którzy tutaj nad Skaldą pobudowali swoja domostwa.
Zanim jednak dokonał się jego los, Brabo zrobił jedną istotną rzecz. Stojąc na moście, w promieniach wschodzącego słońca, na krótką chwilę porzucił swe logiczne myślenie. Po raz pierwszy życiu zrobił coś zupełnie nieoczekiwanego i z punktu widzenia chłodnego racjonalizmu, zupełnie niepotrzebnego. Upojony zwycięstwem (a może tylko zamroczony fetorem bagnisk i olbrzymiego cielska) nie wiedząc właściwie co czyni, odciął olbrzymią dłoń i rzucił ją w nurt Skaldy. Zachwyceni bogowie (a oni uwielbiają tego rodzaju widowiska) ofiarowali mu nieśmiertelność, synowie zaś na pamiątkę czynu ojca, nową osadę nazwali Antwerpen („rzucona dłoń”).
Legendy i mity są nam niezbędne. Bawimy się nimi, spłycamy je i znieważamy ich bohaterów. Są również potrzebne w swej pierwotnej formie – jeśli nawet nie nam to naszym dzieciom. One muszą uwierzyć w te małe kłamstwa, aby potem potrafiły wierzyć w kłamstwa wielkie. Takie jak sprawiedliwość, dobro czy tolerancję. Jeśli będziecie w Antwerpii pokażcie im pomnik Silviusa. Dzielny żołnierz jest na nim nagi i piękny i bezapelacyjnie triumfujący. Któż by się ośmielał wyznaczać granice jego nieśmiertelności? Bo przecież nie my.





You Might Also Like

0 komentarze: