Dorosłość ante portas – pomiędzy „Moonrise kingdom” a „Stoker”

03:58 Igor Banaszczyk 0 Comments



Jakąś dziwną przyjemność sprawia mi stawianie obok siebie filmów odmiennych, a czasem nawet skrajnie różnych. Jak się często okazuje, takie obrazy mają wbrew pozorom ukryte podobieństwa – ich analiza prowadzi do bardzo ciekawych wniosków.
„Moonrise kingdom” Wesa Andersona i „Stoker” Chan Wook-Parka różni prawie wszystko. Pierwszy to ciepła i zabawna historia o dwójce zakochanych w sobie dzieciaków, które próbują uciec przed neurotycznym światem dorosłych, drugi zaś to mroczna opowieść o dorastaniu i dziedzictwie przeszłości, przed którym nie sposób się obronić. A jednak łączy te filmy więcej niż można się spodziewać. Powiedziałbym nawet, że stawiają one te same pytania – dając jednak zupełnie przeciwne odpowiedzi.
Przede wszystkim i jeden i drugi film to niesamowita praca kamery i przepiękne zdjęcia. Scena otwierająca „Moonrise kingdom” zapiera dech w piersiach – obracająca się w w centralnym punkcie domu kamera, przy akompaniamencie orkiestry symfonicznej, mija patrzącą przez lornetkę Suzan i ukazuje otwartą przestrzeń kanadyjskiego wybrzeża, atakowanego przez wzburzone morze. Z kolei w „Stokerze” podziwiany baśniowy wręcz (choć ciemny i mroczny) las i biegającą po nim główną bohaterkę. Wtapiające się w tło i znikające pod stopami Indii Stoker napisy (znak firmowy filmów Chan Wook-Parka?) tylko potęgują ten nieco oniryczny nastrój. W przypadku obu opowieści za obrazem idzie też muzyka, choć tutaj dzieło Wesa Andersona zdaje się wyprzedzać o włos film koreańskiego reżysera. Motyw przewodni ze ścieżki dźwiękowej silnie zapada w pamięć i powtarzany w kilku realizacjach doskonale oddaje nastrój opowieści. W „Stokerze” usłyszymy za to „Summer wine” w wykonaniu Nancy Sinatry – piosenka z pewnością świetnie wpisującą się w film i dodającą mu klimatu.
Podobne są również główne bohaterki obu filmów. Obydwie po traumatycznych przeżyciach, obydwie u progu dojrzałości psychicznej (choć Suzan znacznie młodsza), obydwie grane przez aktorki o ciekawej i wyrazistej urodzie. Każdej z nich przyjdzie stanąć oko w oko ze światem dorosłych i spuścizną własnej rodziny.
I tu właśnie zaczynają się różnice. Dziewczynka z „Moonrise kingdom” spotyka miłość swojego życia w osobie odrzuconego przez rówieśników, niezwykle inteligentnego Sama. Uczucie jakie się między nimi zrodzi będzie dla niej odskocznią od otaczającego ją świata i (miejmy nadzieję) ratunkiem od nadchodzącej depresji (a może i czegoś gorszego?). India Stoker ma znacznie mniej szczęścia – wyalienowana, odrzucona przez kolegów ze szkoły, niezrozumiana przez matkę, nie znajdzie nikogo od kogo, mogłaby przyjąć pomocną dłoń. Zaś pożądaniu (a może nawet zaczątki uczucia?), które wzbudza w niej tajemniczy Charlie, nie będzie mogła dać ujścia. Pozostanie jej wszystko to czego nauczył ją ojciec, co w ostatecznym rozrachunku, pozwoli dokonać odpowiedniego wyboru, ale zmieni ją raz na zawsze. Bohaterowie filmu Wesa Andersona kończą znacznie lepiej, zdaje się że w ich życiu wreszcie pojawia się nadzieja na lepszy los. Można przypuszczać, że jest to zakończenie nieco naiwne, choć jeśli wziąć pod uwagę, że dzięki szczęściu młodych układa się również życie, nieszczęśliwych jak dotąd dorosłych to staje się ono nieco bardziej przekonujące. Bo jeśli udało się pokonać demoniczną panią Opieka Społeczna (genialna Tilda Swinton!), to co gorszego może im zagrozić?
Obydwa filmy mówią o bagażu, jaki z genami lub z wychowaniem wynosi z domu każdy z nas. Jeśli obu reżyserów przyrównać do skarlałych aniołków i diabełków z kreskówek, to Wes Andersonowi przypadnie rola „tego dobrego”. Miłość jako lekarstwo na ludzkie troski, to wprawdzie banalna recepta, ale zaserwowana w tak niewinny sposób przekonuje. „Diabełek” Wook-Park nie ma złudzeń – lekarstwo nie zadziała, to co odziedziczyliśmy po rodzicach jest silniejsze i prędzej czy później nas zniszczy.
Gdy pozostawiamy bohaterów, Susan żegna odchodzącego Sama, wiedząc jednak że chłopiec niebawem znów ją odwiedzi. Jej dziecięca twarzyczka emanuje miłością tak silną, że nawet zimne kanadyjskie krajobrazy nie są w stanie ochłodzić jej ciepła. Tymczasem India Stoker właśnie wysiadła z samochodu i spogląda na dzieło swoich rąk. Jej oczy zdają się jeszcze zwodzić pozorną niewinnością, ale myśli nie pozostawiają złudzeń – dziewczyna nie oparła się pokusie swego dziedzictwa. Czy gdyby nie Sam, Suzan również dotarłaby do tego samego punktu? To pytanie nadal budzi mój niepokój.

You Might Also Like

0 komentarze: