Wojna na Krymie i nic nie widać, bo wszystko w dymie.

08:35 Igor Banaszczyk 0 Comments


To powiedzonko ze starego kawału o Polaku, Rusku, Niemcu i diable chyba najlepiej oddaje stan rzeczy. Ktoś gdzieś wkroczył i do kogoś strzela, ale nie wiadomo kim jest i co tam robi. Jednym słowem burdel jak na niedawnym Euromajdanie. Dziwnym trafem nie wywołuje takiego entuzjazmu naszych rodaków, jak niedawna kijowska rozpierducha.
Nie słanie zatem zainteresowanie Polaków polityką i tak jak ostatnio, wszyscy byliśmy sportowcami, tak teraz jesteśmy politologami. Nie tyczy się to oczywiście tych, którzy w temacie siedzą od dawna, ale... oni jakoś nie są zaskoczeni tym co dzieje się na Krymie. Mówili, to od dawna i dzielnie znosili wyzwiska ze strony radosnych majdanowców. Oczywiście zakończyły się igrzyska i Putin wziął się za politykę, więc szczęki demokratów leżą na podłogach, bo przecież w XXI wieku nie ma wojen i konfliktów (no może gdzieś w Afryce) i nic nam nie grozi. Jeszcze inni usilnie zaklinają rzeczywistość, wierząc najwyraźniej, że jak o Krymie mówić nie będą, to może ta wojna gdzieś tam sobie zniknie.
Są to jednak stanowiska dyletantów, które objawiają się przy każdym mocniejszym ruchu w światowej polityce. Z zaniepokojeniem śledzę jednak sporą część polskiej prawicy ochoczo fapującej do Putina. Nie rozumiem jak ludzie, uważający się za katolików, mogą popierać kraj, w którym regularnie "nieznani sprawcy" mordują katolickich księży, a jakakolwiek próba poważniejszych inicjatyw ze strony Kościoła Katolickiego jest z miejsca sprowadzana na ziemię? Ach tak, ustawy antyaborcyjne i antygejowskie.
No świetnie, szkoda tylko, że owe ustawy raczej mało kogo w samej Rosji obchodzą i raczej nikt (łącznie
z Putinem) nie kiwnie palcem, aby cokolwiek w moralności i mentalności Rosjan miał się zmienić.
Największy problem wszystkich domorosłych komentatorów polega na jednej istotnej sprawie - nikt nie zadał sobie prostego pytania: Co w tej sytuacji będziesz najkorzystniejsze dla Polski?
Przecież nie pół Ukrainy pod rosyjskim butem i drugie pół sterowane z Moskwy. Jasne, że taki stan rzeczy, dawałby nam szanse na odzyskanie Lwowa, ale nie ma się co oszukiwać - nie ma w Polsce polityka takiego formatu, który umiałby takową operację przeprowadzić. Z drugiej też strony nie należy mieć wątpliwości, że wejście Ukrainy do UE, przyniesie nam cokolwiek dobrego. Skończy się to odsunięciem Polski na drugi albo trzeci plan w polityce tej części Europy. A tego przecież nie chcemy.
Do czego zatem powinni dążyć? Ano do Ukrainy rozbitej i podzielonej. Złożonej z kilku, a może kilkunastu organizmów państwo-podobnych, wzajemnie się podgryzających i lawirujących między Rosją a Europą
(a może jeszcze Turcją?). Pojawia się szansa na wywalczenie sobie silnej pozycji w tej części kontynentu. Czy znajdzie się ktoś, kto stanie ponad źle pojętą moralnością i chociaż raz pomyśli o interesie obywateli naszego kraju? Szczerze wątpię, ale pomarzyć zawsze można.

You Might Also Like

0 komentarze: