Gandawa

10:36 Igor Banaszczyk 1 Comments

Gandawa - jakoś tak już mam, że o miejscach bezapelacyjnie najlepszych pisze się najtrudniej. Dlatego tak długo czekała, na tę notkę. Teraz, też idzie jak po grudzie. Ale ukryć się nie da, że Gandawa ze swoim mrocznym monumentalizmem była najciekawszym punktem pobytu w Belgii - i dobrze się stało, że zostaliśmy tam trzy dni. Może zatem zamiast słów trochę zdjęć:



Powyżej katedra św. Bawona, natomiast poniżej pomnik braci van Eyck. O katedrze i o braciach będzie więcej w jednej z kolejnych notek.

 Niżej i powyżej miejsce narodzin Karola V - zwanego ostatnim cesarzem średniowiecza. Człowieka, którego imperium sięgało od Hiszpanii, aż po Niemcy. Cesarz natomiast zwykł mawiać: Mówię po hiszpańsku do Boga, po włosku do kobiet, po francusku do mężczyzn, a po niemiecku do mojego konia.

 A tu z kolei bajeczny zamek dawnych książąt z Gandawy.





 


I jeszcze kawałek belgijskiej kuchni. Wołowinka w piwie z masłem :)

You Might Also Like

1 komentarze: