Dlaczego NIE warto dotować czytelnictwa?

12:44 Igor Banaszczyk 8 Comments

Ostatnio wróciłem, do przeglądania portali dla bibliotekarzy i blogów prowadzonych przez tychże. W sumie całkiem ciekawa rozrywka, tu i ówdzie można znaleźć coś interesującego. Zgrzyt pojawił się przy sprawie dotacji na Świątynię Opatrzności Bożej. No bo jak to, 6 milionów poszło na ten wraży Kościół Katolicki, a mogły je dostać biblioteki. I tu pojawia się moje pytanie: a po co?
Praca bibliotekarza jest naprawdę ciekawa i interesująca. Zawód jak zawód - ma swoje plusy i minusy. Jednak bibliotekarze, jak każda inna grupa społeczna są przekonani o swojej dziejowej misji i potrzebie społeczeństwu. I jak każda z tych grup, niestety się mylą (tak, tak bez kardiochirurgów też da się żyć - dla niektórych będzie to życie krótsze, ale społeczeństwo bez nich nie upadnie). Na różnorakich blogach bibliotekarskich możemy przeczytać peany o tym, jaką to niezwykle ważną rolę odgrywają te placówki kultury w życiu każdego człowieka. Jak to bez nich świat zapadłby się i pogrążył w czarnej dziurze. I jak to kształtują wybory czytelnicze i przyszłe gusta młodych czytelników. Wtórują im politycy (bo to ładnie brzmi oraz dobrze wygląda) i pseudocelebryckie indywidua pokroju Jasia Kapeli, który utyskuje nad tym, że w Polsce zamiast bibliotek buduje się orliki czyli promuje kibolstwo (przypomnijmy, że ów Jaś miał swego czasu bliskie spotkanie z kibolami, z którego wyszedł ze złamaną żuchwą, stąd akurat jego oburzenie, jestem jeszcze w stanie zrozumieć).
A jak jest naprawdę? Ano tak, że promuje się chłam. Niestety, ale to przykra prawda. Drogi bibliotekarzu/bibliotekarko uderz się w pierś, spójrz w lustro i powiedz. Ile razy wypożyczyłeś "Tajemniczy ogród", a ile razy "Harrego Pottera"? Ile razy "Wichrowe wzgórza", a ile razy kolejną powieść Nory Roberts? A jeśli chodzi o literaturę popularną: ilu Twoich czytelników sięgnęło po "Długie pożegnanie", a ilu po "Millenium"? Ilu po "Wenus w futrze", a ilu po "50 twarzy Greya"? Co więcej, jakie książki wykładasz en face wkraczających do biblioteki czytelników (niezależnie czy masz tam półeczkę "Polecamy" czy "Nowości")*?
No tak, już słyszę te głosy oburzenia, że biblioteka przecież nie może pozostawać w tyle. Że musi mieć nowości. Że rozlicza się nas z ilości wypożyczeń, a jak ktoś Greya nie znajdzie, to pójdzie do innej filii**. Że jest przecież dla ludzi, a ludzie chcą, tego czy tamtego. Że trzeba sprostać oczekiwaniom czytelników...Tak? To po co gadki o KSZTAŁTOWANIU gustów, jeśli zwyczajnie mamy im tylko sprostać? I gdzie tu misja, jeśli sami siebie sprowadzamy do roli, podawaczy książek i obsługiwaczy zwolenników chłamu?
Kłamię? Przesadzam? To proszę - Biblioteka Miejska w Trzebnicy zamieściła na swojej stronie listę najbardziej poczytnych książek z ostatniego okresu: KLIK I nie sadzę, żeby gusta trzebniczan, jakoś specjalnie odbiegały od reszty kraju. Fakt, do bibliotek kupuje się także książki wartościowe, to nie ulega wątpliwości - tylko jak wskazują statystyki, mało kto po nie sięga. Żeby zmienić ten stan rzeczy, trzeba by działań daleko wykraczających poza to co biblioteki robią. Trzeba by przemyślanego planu, znacznie głębszej współpracy z lokalną społecznością. I przede wszystkim, analizy księgozbiorów pod kątem jakości, a nie ilości! No, ale po co? Lepiej kupić nową książkę Sylwii Chutnik, Gretkowskiej czy innej Środy bo społecznie zaangażowana i takie ważkie tematy porusza.
Swego czasu Robert Schmidt utyskiwał w czasopiśmie "Science fiction", że fenomen "Harrego Pottera" odbiera czytelników innym pisarzom. Niestety miał sporo racji, niejedno dziecko, uzależnione od "przygód małego czarodzieja" (książki co najwyżej przeciętnej), nie przeczyta już nic co nie będzie podobne, ani tak samo modne. Owszem gdyby to dziecko miało już wyrobiony gust, to sprawa wyglądałaby inaczej. Ale żeby taki stan osiągnąć, trzeba by wcześniej nakarmić je Biblią, mitologią, baśniami (tylko nie w wydaniu disneyowskim!) klasyką literatury dziecięcej czy prostszymi tekstami, które tworzyły naszą kulturę. Do tego jednak nikt się specjalnie nie garnie. Szkoła patrzy na rodziców, rodzice na biblioteki, biblioteki na szkołę, a świat się kręci. I ile potem będziemy mieć nastolatków, spamujących po internecie cytatami z Dawkinsa i nie umiejących zrozumieć, że ktoś kto twierdzi, iż katolicy odrzucają wiarę w śmierć Matki Boskiej, nie powinien w ogóle zabierać głosu w sprawie religii (bo nie ma o niej zwyczajnie pojęcia). I ile nastolatek założy konta na lubimycztać.pl gdzie z ignorancją i pewnością siebie będą wystawiać 1/10 "Panu Tadeuszowi" - bo "trzynastozgłoskowiec za trudny dla niewyrobionego czytelnika"?
Reasumując, jeśli lewicującym bibliotekarzom tak bardzo przeszkadza ta dotacja na Świątynię Opatrzności Bożej, to ja powiem tak: wolę 6 milionów na tego molocha, niż 6 milionów na to, żeby gospodynie domowe miały się nad czym masturbować, a dzieci wyrabiać sobie brak gustu. Ten brzydki budynek nikomu (w przeciwieństwie do złej książki) krzywdy nikomu nie zrobi.

*I tutaj wielkie gratulacje dla moich Kolegów i Koleżanek z WBP im. J. Piłsudskiego w Łodzi, którzy swego czasu, en face czytelnikom wystawili półkę z napisem "Książka na wakacje", a następnie umieścili tam kilkanaście naprawdę ambitnych i wartościowych książek, z klasyką literatury włącznie. Tak się to powinno robić :)
** To akurat zupełnie inny i faktycznie istotny problem.

You Might Also Like

8 komentarze: