Biedny leming patrzy na tęczę

12:44 Igor Banaszczyk 0 Comments


Dalszy ciąg przygód młodego leminga z opowiadania "Biedny leming patrzy na Marsz". Tym razem trochę mniej na serio.

Biedny leming patrzy na tęczę

 - No i słuchaj, od dwóch lat już w tym korpo zapierdalam - powiedział Janusz wgapiając się w sklepową półkę - Co to właściwie ma być?
Robert popatrzył na niego, zdziwiony.
- Co to za wody są?
- Nałęczowianka, Żywiec i Cisowianka - przeczytał Robert.
- Ehhh.... - Janusz westchnął i przepchnął się w stronę kasy - Ja przepraszam, czy mają państwo, wodę Perrier?
Mina sprzedawczyni musiała mu wystarczyć za odpowiedź. Pokręcił głową i rozpychając się pomiędzy rozsierdzonymi klientami, wrócił do półki.
- Kurwa niby Wawa, a wybór jak u mnie w Grójcu - szepnął - O przynajmniej jest Cisowianka Perlage! Normalnie to wiesz, polskiego gówna do ust nie biorę, skąd mogę wiedzieć co oni tam leją? Ale sam widzisz, wyjścia nie mam. Jeszcze tylko wino. Robert, kurwa co ty? - zawiesił głos patrząc na koszyk kolegi - Grzaniec galicyjski? Przecież to gówno niemożebne. Słodzą to cukrem i w ogóle.
- No to co? Przynajmniej jest smaczne.
- To nie wino w ogóle. Poniżej stu złotych nie ma co się schylać, mówię ci. I zawsze kupuj bez cukru, wino z cukrem to nie jest wino.
- Nie da się zrobić wina bez cukru. Wiem, bo na wsi często robiliśmy - żachnął się Robert.
"Co za prostak. Ludzie to naprawdę nie mają gustu" pomyślał Janusz, ale nic nie powiedział. Wsadził do koszyka dwie bagietki, chwytając je przez podwójną foliówkę i podszedł do kasy.
- Co, wieczór francuski? - zapytał Robert gdy wyszli ze sklepu.
- Taaaaak, z Marzeną się widzę, if ju noł łot aj min - roześmiał się Janusz - Ale słuchaj umówiłem się z nią na placyku, a mam jeszcze sporo czasu, może skoczymy na browca, jak za dawnych czasów? Ja stawiam!
- W sumie to powinienem wracać, no ale tobie nie odmówię - zgodził się kolega.
Przeszli przez skrzyżowanie i mijając handlującą kwiatami kobietę, weszli do niewielkiego pubu. Rozmawiali o tym co robili od czasu skończenia studiów. Robert pracował przez jakiś czas w Holandii, ale wrócił do kraju. Imał się różnych zajęć, ale nigdzie nie zagrzał miejsca na dłużej.
- I nic nie odłożyłeś? Współczuję, teraz takie czasy, to tragedia normalnie. No, ale nie martw się, jeszcze masz czas - Janusz klepnął go w plecy - O popatrz, tu to mają wybór piw. Nie to co w biedrze nie? Same zupy chmielowe! O i jest mój ulubiony "Saint no more", amerykański! Spróbuj mówię ci, na polski syf, nawet nie spojrzysz.
- To jest polskie piwo proszę pana - przerwała kelnerka.
- Yyyyyy... jak to? - Janusz spojrzał na nią zaskoczony. "No i po coś się kurwo odzywała" pomyślał widząc kpiący uśmieszek kolegi.
- To piwo z polskiego browaru, na amerykańskich chmielach.
- Noooooo - machnął ręką - o to mi właśnie chodziło. W naszym klimacie, to nie chmiel a jakiś badziew rośnie - dodał Janusz tonem znawcy.
Kelnerka już chciała coś powiedzieć, ale umilkła pod jego ostrym spojrzeniem. Nalała dwie szklanki złotego płynu i postawiła przed klientami. To był ciepły dzień więc postanowili wyjść na zewnątrz. Zasiedli przed wejściem do pubu i... zamilkli zaskoczeni. Rozmowa o dawnych czasach tak ich pochłonęłą, że wchodząc do pubu nie zauważyli zamieszania na placu. Grupa mężczyzn zasiadała wokół jakiejś pokracznej stalowej konstrukcji i wznosiła głośne okrzyki. Wokół kłębili się ubrani w barwne stroje oponenci i kilkunastu policjantów. Widać było też kilka wozów reporterskich.
- Kurwa mać! - zaklął Janusz - Faszyści! Wszystko spierdolą w tym smutnym jak dupa kraju - spojrzał z żalem na piwo, jakby oskarżał ich o to, że pianka zbyt szybko znikała.
- Blokują pedalską tęczę - wzruszył ramionami Robert.
- Ej, ej... Ty nie wiesz, że pedał to określenie obraźliwe? Zdecydował o tym sąd, kiedyś tam. Nie mów tak, to przykre. A tych zjebów, to się powinno pod ścianę i.... - urwał bo zza rogu wyłoniło się dwóch narodowców - noo.... tego.... Co im ta tęcza przeszkadza? No powiedz, czy tu nie może być kolorowo?
- Stoi bezprawnie. Miała być tylko na jakiś czas.
- Jak bezprawnie! - zaperzył się Janusz - Zdecydował o tym, demokratycznie wybrany rząd, to co bezprawnie? Zresztą, to jest prastary symbol przymierza ludzi z Bogiem. Abraham ją zobaczył...
- Chyba Noe? - przerwał Robert.
- No tak, Noe - skrzywił się Janusz - nie wyznaję się na tych żydowskich bajkach. Ale ci tam ponoć tak! Hipokryci kurwa! Zgodnie z ich religią...
- Czekaj, czekaj - Robert spojrzał przez ramię - Ale ta tęcza ma tylko sześć kolorów!
- No i....?
- Zwykła tęcza, czyli ta którą Bóg pokazał Noemu ma ich siedem!
- Tęcza, to tęcza na chuj drążyć temat - rzucił poirytowany Janusz - Nawet jeśli, to co im geje przeszkadzają? Kościół se postawili...
- Przepraszam bardzo, czy mógłbym się dosiąść - przy stoliku zjawił się młody chłopak. Ubrany był w obcisłe dżinsy i przyciasny różowy t-shirt. Postawione na żel włosy, farbował na jasny blond. Milczenie mężczyzn odebrał jako przyzwolenie i usiadł na kanapie obok Janusza.
- Tak mi się podobało, jak sobie gawędziliście, troszkę podsłuchałem hi hi hi. I pomyślałem sobie, że jest nadzieja dla tego grajdołeczka, jak tacy młodzi ludzie tu jeszcze żyją - to powiedziawszy przysunął się do Janusza.
"O ja pierdolę ciota!" pomyślał Janusz, by za chwilę skarcić się w myślach "Nie no, co też mi do głowy przychodzi! Nie moja sprawa, jak chce niech siedzi".
Rozmowa nie kleiła się. Nowo przybyły mówił za trzech i nie dopuszczał pozostałych do głosu. Dopijał kolejnego drinka i przysuwał się coraz bliżej Janusza. Wreszcie kończąc jedną z bardziej emocjonalnych wypowiedzi, uniósł do góry dłoń i opuścił ją na kolano rozmówcy.
Janusz poczuł jak wypite piwo podchodzi mu do gardła. Chciał zrzucić rękę poznanego przed chwilą mężczyzny, ale nie wiedział czy powinien tak ostro zareagować. Co jeśli ten odbierze to jako afront, czy nie na daj Boże, przejaw homofobii? Spróbował poruszyć kolanem, ale tylko pogorszył sytuację. Dłoń przesunęła się jeszcze wyżej. Siedział więc jak na szpilkach, myśląc usilnie nad tym jak wydostać się z tej krępującej sytuacji. Słuchał rozmowy jednym uchem, spojrzeniem starając się dać znać Robertowi, aby ten zebrał się do wyjścia. On jednak najwyraźniej dobrze się bawił, męczarnią kolegi, ledwo powstrzymując śmiech.
Nagle, Piotruś (bo tak kazał do siebie mówić nowy znajomy) zabrał rękę. Janusz odetchnął z ulgą i poczuł jak coś spada mu na ramię. Rozmówca objął go i powiedział, chuchając oparami spożytego alkoholu:
- Nasz koleżka to się chyba gdzieś śpieszy, ale my mamy troszkę czasu, no nie? Może skoczymy do mnie.
- Yyyyy... ale... no....
- Oj, nie daj się prosić - nalegał gej.
Janusz rozpaczliwie poszukiwał jakiegoś fortelu i nagle poczuł, że sytuacja ze złej robi się krytyczna. Marzena! Dziewczyna chyba wcześniej wyszła z pracy i właśnie stała na placu przyglądając się manifestacji, o kilka metrów od nich. "O kurwa, o kurwa... co robić?!" myśli Janusza pędziły jak szalone "Nie może mnie teraz zobaczyć!".
- No widzę, że cię przekonam - powiedział Piotruś, biorąc przerażone spojrzenie Janusza za dobrą monetę - nie hyp... będzie źle... hyp - czknął.
Niestety było coraz to gorzej. Marzena najwyraźniej znudzona przebiegiem demonstracji sięgnęła po telefon i zadzwoniła do swojego chłopaka.Stała na tyle blisko, że usłyszała dzwonek jego telefonu. Zaskoczona, zaczęła odwracać i wtedy coś w Januszu pękło. Chwycił płaszcz i skoczył przed siebie.
- Hej... co jest??!! - krzyknął za nim jego adorator.
Janusz jednak nie słuchał, usiłując jak najszybciej zostawić go za sobą. Niestety zahaczył o nogę od stołu i poleciał na ziemię. Łapiąc równowagę i wymachując rękoma, przebiegł kilka kroków naprzód, by wpaść na rozstawione wazony z kwiatami. Rozległ się trzask i kilkanaście tulipanów wylądowało na chodniku. Próbował ominąć kwiaciarkę, ale poślizgnął się na rozlanej wodzie i zawisł na szyi przechodzącego obok narodowca.
- Ty cioto pierdolona! - krzyknął łysy i odepchnął natręta. Janusz wpadł na zaskoczoną Marzenę, przewracając ją na ziemię.
- Jezuuuuu, kobietę bije, pedał!!! - wrzasnęła kwiaciarka.
- Łoooooo ty kurwa!!! - drugi narodowiec wyłonił się zza klombu i sprzedał schylonemu Januszowi soczystego kopa w zadek. Młody pracownik korpo, zahaczył jeszcze o krawężnik i wypadł na ulicę, prosto pod koła nadjeżdżającego samochodu. Na całe szczęście, kierowca zdołał wyminąć pieszego, zjeżdżając na chodnik i taranując wózek z kwiatami. Przerażony Janusz, skoczył na drugi pas, przewrócił przejeżdżającego rowerzystę i upadł na tuż obok siedzących na placu demonstrantów. Wściekły na cały świat i równie przerażony zaczął się podnosić. Ktoś się nad nim pochylił, zasłaniając słońce, a jakiś miękki przedmiot uderzył go w usta. To dziennikarka jednej z telewizyjnych stacji, podsuwała mu mikrofon.
- Łeeghhghh - wybełkotał.
- Dlaczego, tak nagle i spontanicznie dołączył pan do przeciwników tęczy? - zapytała kobieta.
Tych słów miał pożałować już za kilka minut na komisariacie i dużo później, tłumacząc się przed Marzeną, a potem przed szefową w pracy, oraz za każdym razem gdy oglądał podbijający Internet filmik ze swoim udziałem. Teraz jednak, nie zastanawiając się nad tym co mówi wypalił:
- JEBAĆ PEDAŁÓW!!!

You Might Also Like

0 komentarze: