Jedna jaskółka nie czyni wiosny - recenzja "Więźnia labiryntu" J. Dashnera [SPOJLERY]

13:21 Igor Banaszczyk 0 Comments


Z literaturą młodzieżową i dziecięcą nie jest ostatnio najlepiej. Wiadomo, jak nie "Zmierzch" to "Plotkara". Miałem nadzieję, że "Igrzyska śmierci" odwrócą ten trend - że wreszcie wydawcy zrozumieją, że młodym ludziom można opowiadać o poważnych i istotnych (Nie! Kwestia "którego faceta mam wybrać?" wbrew pozorom, nie jest poważną sprawą). I co ważniejsze robić to w sposób przystępny, ale nie prostacki. Najwyraźniej jednak tak się nie stało.
Moją uwagę przykuł trailer filmu "Więzień labiryntu". Grupa dzieciaków z wykasowaną pamięcią, olbrzymi labirynt z przesuwającymi się nocą ścianami i grasującymi wewnątrz potworami - wydawało się ciekawe (argument "ale to już było" jakoś do mnie nie przemawia w kwestiach kultury popularnej). Zresztą zerknijcie sami:
Film jest ekranizacją książki o tym samym tytule. Powieść przez wielu recenzentów porównywana do "Igrzysk śmierci" więc nie mogłem nie kupić. Niestety, zawiodłem się w całej rozciągłości.
Zacznijmy od bohaterów. No są... To mniej więcej tyle, co można o nich powiedzieć. O ile jeszcze główny bohater ma jakiś nadany jakiś rys osobowości (płaczek, frajer i wegetarianin) to każdego innego można określić jednym zdaniem. Na przykład czarny charakter - co o nim wiemy? Jest zły, nie lubi głównego bohatera i ma jakąś traumę. Koniec. To i tak dobrze, bo pozostali chłopcy są jeszcze bardziej bezbarwni, ale szczytem osiągnięć jest jedyna w powieści dziewczyna. Jest piękna (a przynajmniej tak uważa Thomas - główny bohater) i ma moc telepatii. Koniec...
Nie lepiej jest z postępowaniem uwięzionych. Często słyszałem, że "Igrzyska śmierci" są nielogiczne. No cóż, przy "Więźniu labiryntu" mogłyby robić za reportaż. Dwa przykłady: bohaterowie biegający po labiryncie od kilku lat nie wpadli na to, że jak ścigający ich potwór się rozpędzi to... można uskoczyć w bok. Dopiero Thomas uświadomił resztę współwięźniów. Druga sprawa to scena z końca książki: w jednym z kulminacyjnych momentów, dotychczasowy przywódca rzuca się prosto w paszcze bestii, aby umożliwić innym chłopcom przejście. Tyle, że jego współtowarzysze... stoją i rozmawiają, aby na koniec skonstatować, że ofiara ich przyjaciela poszła na marne...
Zresztą sam pomysł na to, żeby straszyć czytelnika... wielkimi ślimakami najeżonymi igiełkami, jest zupełnie chybiony. Dobra, trochę się czepiam, bo owe stworki przemierzające labirynt są zabójcze, ale czy nie mogłyby wyglądać nieco mniej absurdalnie?
Całość mógł jeszcze uratować język, niestety tu również jest fatalnie. Bohaterowie posługują się czymś w rodzaju slangu. Świetny pomysł? Jasne, że tak, ale czemu tak koszmarnie położony? Zamiast stylizacji na gwarę więzienną mamy jakieś słówka jak "sztamak", "smrodas" czy "klump" i kilka prymitywnie przerobionych przekleństw jak choćby "purwa". "Ogay" zamiast "okay" nawet nie będę komentował. Gdzie jakieś związki frazeologiczne, gdzie inna stylistyka, gdzie ta lekkość którą serwował chociażby Womack w "Chaotycznych aktach bezsensownej przemocy"? Zwyczajnie jej nie ma.
Jeszcze gorzej jest w partiach narratora. Ot choćby:
"Świst wystrzelonej strzały przeszył powietrze. Sekundę później, obrzydliwy, mokry, tępy odgłos poinformował go, że trafił do celu"
Czy to w ogóle przeszło przez jakąś korektę? Pytanie tym bardziej zasadne, bo kilkaset stron później odgłos uderzenia noża o ciało jest znowu "obrzydliwy, mokry, tępy"...
Nie będę już czepiał się takich szczegółów, jak to że końcówka jest żywcem wręcz zerżnięta z "W pierścieniu ognia", że główni bohaterowie to najinteligentniejsze dzieciaki na Ziemi, a zachowują się jak banda idiotów, że większość wątków jest przewidywalna niczym scenariusz każdego blockbustera... Mówiąc krótko, książka jest fatalna i nie sądzę, aby ekranizacja mogła cokolwiek uratować. Szczerze odradzam.
2/10 (jeden punkt za zabawny pomysł z imionami bohaterów).

You Might Also Like

0 komentarze: