A jednak o Deklaracji Wiary...

03:13 Igor Banaszczyk 2 Comments

Tego posta miało nie być. Naprawdę nie chciało mi się wchodzić w dyskusję, z której wyniknie tylko obrzucanie się inwektywami*, ale dziś rano zobaczyłem coś wywołało we mnie takiego ŁODAFAKA, że niestety musiałem.
A więc Deklaracja Wiary. Wszyscy wiedzą o co chodzi: z jednej strony czarne pająki, mamiące ludzi i ciągnące z nich kasę i lekarze talibowie, którzy marzą o mordowaniu niewinnych kobiet. Z drugiej zaś strony szlachetni i pełni humanizmu doktorzy, co chcą tylko leczyć, a Hipokratesa czytają co drugie zdanie. Albo odwrotnie. Sprawa (mimo mojej prywatnej oceny) jest skomplikowana. Wiadomo, że przy takich konfliktach padają różne argumenty. Głupie, mądre, bardzo głupie i bardzo mądre. Dziś jednak znalazłem w Internetach coś co przebiło wszelkie poziomy absurdu w tym temacie. Co takiego? Ano to: KLIK Dziewczyna o wdzięcznej ksywce Kiciputek już od dłuższego czasu prowadzi w Internecie walkę z mizoginią. Fakt, lubię jej rysunki i czasami nawet się z nią zgadzam. Często odnoszę wrażenie, że kobieta jest albo nieziemsko sfrustrowana, albo nie pisze z Polski, a z Iranu. Jednak to porównanie przebiło wszystko. Zerknąłem w komentarze i wtedy dopiero poczułem, że ta notka powstać musi.

Ktoś całkiem mądrze zarzucił błędne użycie argumentu z analogii. I co? Ano autorka przyznaje się, do użycia argumentu z absurdu. Ja wiem, że to Internety, a nie salony, ale czy można brać taki głos na poważnie? Tym bardziej, że Anonim idzie dalej i przedstawia autorce hipotetyczną sytuację, w której sumienie rysowniczki mogłoby zostać wystawione na próbę. I co widzi?

Co? "Porównanie z dupy"? A co było w Twoim komiksie Kiciputku? Czyli Ty masz prawo do używania "porównań z dupy", a dyskutant nie? Podwójne standardy? Teraz już rozumiem skąd biorą się argumenty - "Moje sumienie, mój wybór. Sumienie lekarza... TEŻ MÓJ WYBÓR!"
Ale najważniejsza rzecz pojawiła się w pierwszym poście. Wskazywanie na wyższość prawa nad sumieniem! Tak! To pisze ktoś kto uważa się za feministkę i walczy o równouprawnienie! Rzućmy zatem okiem w przeszłość:
- Starożytna Grecja. Król Kreon i Antygona. Jak mniemam wszyscy, ale to wszyscy krzyczący o wyższość prawa nad sumieniem w liceum jak jeden mąż darli szaty nad biednym Kreonem i potępiali talibkę Antygonę, co to śmiała kierować się własnym sumieniem, a nie prawem. Bo przecież gdyby każdy miał takie miękkie serce dla zdrajców, to mógłby np. otworzyć im bramy miasta. A wtedy zdrajcy pozabijaliby tych światłych i postępowych mieszczan. Więc Kreon miał rację, bo troszczył się o życie mieszkańców, prawda?
- Starożytny Rzym. Mężczyzna ma prawo posiadać tyle niewolnic ile chce. Niewolnica bowiem, podobnie jak zygota nie jest tak do końca obywatelem. Owszem może się z niej zrobić obywatel (jak się ją wyzwoli), tak jak z zygoty może zrobić się człowiek. Dopóki jednak jest niewolnicą, jest też zależna od organizmu swojego właściciela. Więc właściciel może ją np. gwał.. tfu używać do woli? Jak rozumiem tu również prawo góruje nad sumieniem?
- Czasy nowożytne. Odrodzenie ludzkich umysłów. Panuje powszechna wiara w to, że jak kobieta z naroślą na nosie, zatańczy na jednej nodze, splunie przez lewe ramię i pocałuje kozła pod ogon, to może sprawić że wszyscy pomrzemy na cholerę. A przecież nie chcemy umierać na cholerę prawda? Więc złapmy taką sfrustrowaną babę i zaprowadźmy ją przed sąd cywilny niech ją skaże na stos. Co nam będzie jakiś ciemny inkwizytor mówił o chorobach psychicznych, albo jakiś ksiądz z Doruchowa prosił za "niewinnymi". Prawo cywilne nad sumieniem!
- Ameryka Południowa. Zejdź mi z drogi przebrzydły Jezuito, bo potrzebuję tych zwierząt co się za tobą chowają! Jacy ludzie? Prawo królestwa Portugalii mówi, że to zwierzęta!
- Przenajświętsza Rewolucja Francuska. Wielbimy Rozum jesteśmy tacy racjonalni. Ale popatrzcie, tamta zakonnica dalej czyni swoje zabobonne modły do bozi! La scandal! Dalej, dalej mamy tu lekarstwo. Nazywa się gilotyna. Sumienie? A co to jest? Mamy prawo!
- Wiek XIX. Jestem sobie bogatym paniskiem i żyję wesoło w belgijskim Kongu. Właśnie kupiłem dwadzieścia Murzynek do pchania wózków w kopalniach. Wiem, padną wcześniej niż Murzyni, ale są tańsze, a ja muszę rozruszać kopalnię. Co? Jakie prawa człowieka? Przecież PRAWO mówi, że to Murzyni a nie ludzie, więc spadaj mi stąd ze swoimi papistowskimi bzdurami.
- Wiek XX. Hej stajenny! Zeskrob mi z końskich kopyt resztki Emily Davison i daj dżokejowi butelkę whisky, bo chłopak jest w szoku. Czy ta baba była jakaś chora, żeby się pod konia ładować? Co? Chciała głosować? Ale przecież PRAWO mówi, ze kobiety nie mogą głosować!

Czy naprawdę muszę sięgać do dalszej historii XX wieku, żeby ukazywać absurdalność tego argumentu? Mam nadzieję, że nie. Zastanawia mnie tylko ile warte jest prawo, które w każdej chwili może wyrzucić poza zakres semantyczny słowa człowiek: Murzyna, żyda, katolika, kobietę albo obywatela innego kraju? I czy warto ryzykować żeby to sprawdzić?


Chcesz być na bieżąco z blogiem, a nie masz ani bloggera ani google+ ? Możesz polubić mnie na facebooku!
KLIK



*Bo w to, że przekonam kogokolwiek do czegokolwiek, to już nie wierzę.

You Might Also Like

2 komentarze: