Parę słów o hipokryzji

11:17 Igor Banaszczyk 4 Comments

Wbrew pozorom ten post nie tyczy się modnej ostatnio "afery taśmowej". Zbieg okoliczności jest zupełnie przypadkowy.
Pewien francuski filozof mawiał, że "Hipokryzja to hołd składany cnocie przez występek". W dyskusjach czy to internetowych czy tych w "realu" często zarzuca się oponentom hipokryzję. A to jakiś ksiądz ma kochankę ("no we wsi wszyscy wiedzą") a przecież jest księdzem, a to jakiś prawicowy polityk upił się i kogoś pobił, a przecież jest prawicowy, a to broniący religii dyskutant nie wytrzyma i wyzwie oponenta od "ch" i "k", a przecież broni religii. Hipokryci?
Odnoszę wrażenie, że zakres znaczeniowy tego pojęcia został rozciągnięty do jakiś absurdalnych granic. Idee jak wiadomo są wieczne, ale też płynne i nie zawsze da się je równo przyszyć do naszego życia. Przychodzi mi tu na myśl, pewna historia, która przydarzyła mi się już wiele lat temu. Rzecz działa się w hotelu "Piast" we Wrocławiu. Hotel "Piast" był kiedyś naprawdę fajnym miejscem. Znajdował się naprzeciwko dworca, był bardzo tani i wyglądał jakby czas zatrzymał się w nim jakieś 40 lat temu. Pokoje jak już wspomniałem nie były drogie, miały jednak jeden feler - była możliwość dokwaterowania innego gościa. I tak pewnego razu zamieszkałem w "Piaście" z dwoma "bezdomnymi". Wieczorem rozmawialiśmy trochę i każdy trochę o sobie opowiedział. Temat się rozwinął i po kilku godzinach miałem pewien obraz obu panów.
Pierwszy z nich wracał do Polski po kilkudziesięciu latach spędzonych w Azji. Zajmował się budową dróg, wpadł w alkoholizm, wylądował na bruku, potem w górskich wioskach gdzieś w Inguszeti. Był człowiekiem wierzącym, uważał się za katolika. Jednak cały czas chwalił się swoimi miłosnymi podbojami. Bez przerwy perorował o walorach azjatyckich kobiet. Miejsce swojej przyszłej pracy wybierał pod kątem płci pięknej - logował się na randkach rumblera i oglądał oferty autochtonek.
Drugi z nich całe życie spędził w Polsce. Nie wiem jak wylądował na ulicy. Ostatnimi czasy zaczęło mu się wieść trochę lepiej bo wrocławscy franciszkanie załatwili mu pracę. Ale pan był antyklerykałem. Twierdził, że przy każdej okazji opowiadał swoim pracodawcom o tym co sądzi o "mieszaniu się kościoła do polityki" i o tym jak krzyże przy drogach zwiększają ilość ofiar w wypadkach.
Każdy z nich w swoim życiu sprzeniewierzał się wyznawanym zasadom, a jednak moim zdaniem tylko ten drugi zasługuje na miano hipokryty. Pierwszy mimo niewątpliwie nagannego postępowania, nie ciskał gromów na złe prowadzenie się innych ludzi. Drugi zaś mimo iż tworzył fantasmagoryczne teorie na temat kościoła z chęcią wyciągał do tego kościoła rękę po pieniądze.
Nie znam człowieka, który byłby w stanie nigdy nie złamać zasad jakie wyznaje. To nic dobrego, ale tak się dzieje. Problem pojawia się wtedy jeśli przedstawiamy się jako wzór cnót, albo przestrzeganie łamanych przez nas zasad próbujemy wymusić na innych. Wtedy zasługujemy na miano hipokrytów, w przeciwnym wypadku jesteśmy jedynie słabymi ludźmi.

Chcesz być na bieżąco z blogiem, a nie masz ani bloggera ani google+ ? Możesz polubić mnie na facebooku!
KLIK

You Might Also Like

4 komentarze: