Jak bić kobiety?

11:25 Igor Banaszczyk 3 Comments


Temat jest prowokacyjny. Ale jako mężczyzna, do tego Polak, fan twórczości RAZa i zwolennik austriackiej szkoły ekonomii, jestem jak wiadomo statystycznym obijaczem płci pięknej*. Dlatego mi wolno! Przejdźmy zatem do meritum:
Sytuacja miała miejsce kilka miesięcy temu. Łódź, autobus nocny - jak to zwykle w tym mieście bywa, wypełniony pasażerami. Na tyle jadą trzy przedstawicielki płci pięknej, w stanie zagrażającego życiu upojenia alkoholowego. Tleniony blond, dłuto do demakijażu i te sprawy. Na początku podróży głośno komentują wyczyny na swoich ostatnich imprezach. Następnie w ramach doświadczenia naukowego postanawiają empirycznie dowieść teorii ewolucji. W tym celu zaczynają podciągać się na drążkach, wydając przy tym jakieś dziwne piski i jęki. Do tego momentu jest jeszcze zabawnie, ale chwilę później panie zaczynają robić się agresywne. Najpierw niewybredne komentarze wobec współpasażerów, potem zaczepki. Dopóki przyczepiają się do mężczyzn jest jeszcze spokojnie. Faceci siedzą z kamiennymi twarzami i patrzą w okna. Problem zaczyna się, kiedy dziewczyny biorą na cel towarzyszkę jednego z panów, tak dla zabawy obrzucając ją stekiem wyzwisk.
Przerwijmy w tym miejscu opowieść i postawmy sobie zasadnicze pytanie - co w robić w takiej sytuacji? Wyjść mamy kilka:
a) Uciekać - Niby można, ale mało to efektywne, a i u towarzyszki życia raczej nie zaplusujemy.
b) Zgłosić sprawę kierowcy - Można. Ale co jeśli z uporem maniaka będzie udawał, że nie słyszy?
c) Zgłosić sprawę policji - Też można. Podejrzewam jednak, że nim służby mundurowe dogonią autobus pań już dawno w nim nie będzie.
d) Załatwić sprawę samemu - I tutaj przejdźmy do zupełnie innej historii.
Kilka lat wcześniej. Łódź, również autobus nocny i również pełen pasażerów. Tak się złożyło, że obok mężczyzny w dresie, jechał sobie pewien rastaman. Pan w dresie postanowił się przywitać i przedstawić ("Brud pierdolony!"). Ponieważ rastaman zignorował jego zachętę do konwersacji, słusznie oburzony mężczyzna zaproponował mu opuszczenie pojazdu w trybie nagłym ("Wypierdalaj, ale kurwa już!"). W autobusie jechało jednak kilku ubranych na czarno osobników, których zainteresował ów potok grzeczności. Pan w dresie rozszerzył więc swoją propozycję na całe towarzystwo ("Wysiadam, a wy kurwa ze mną!"). Rastaman i metale z propozycji skorzystali. Dresiarz leżał już po pierwszym ciosie i obrażeni panowie zaczęli wymierzać sprawiedliwość. Niestety dydaktycznego zakończenie nie będzie. Do akcji bowiem, wkroczyła towarzyszka życia pana w dresie. Prosząc Boga o pomoc ("Ło Jezuuuu, mojego chłopca biją") ruszyła na ratunek. Biła mocno. Torebką. Po twarzach. ŻADEN, powtarzam ŻADEN z mężczyzn nie odważył się podnieść na nią ręki. Pani ocaliwszy swojego chłopca, zniknęła wraz z nim gdzieś w okolicach Sieradzkiej.
Wnioski z tych historii są dość smutne. Od małego uczy się mężczyzn, że kobiety to nawet kwiatkiem nie wolno (co jest skądinąd słuszne). Zatem przeciętny, dobrze wychowany i ukształtowany mężczyzna, prędzej urodzi arbuza niż uderzy kobietę. I byłoby całkiem fajnie, gdyby nie fakt,że istnieje grupa kobiet, która doskonale umie wykorzystać tę barierę jaka wytwarza się w męskich umysłach. Co robić w konfrontacji z taką osobniczką? Niestety, nie mam zielonego pojęcia.

*Tak przynajmniej mówiono na pewnej Manifie.

You Might Also Like

3 komentarze: