Gdzie jest krzyż? Na pewno nie na Giewoncie ;)

07:54 Igor Banaszczyk 0 Comments



Znowu przez Polskę, od morza do Tatr, przetacza się hasło: "Gdzie jest krzyż?". I nie chodzi o ten spod pałacu prezydenckiego, a o krzyż z Giewontu. Nie, nie spokojnie Palikot nie zastąpił go znakiem MacDonalda! Krzyż stoi sobie spokojnie. Nie ma go jednak na filmie promującym Polskę opublikowanym przez MSZ pt. „Polska. Where the unbelievable happens”. Cóż, nie da się ukryć poruta jak diabli. O ile jeszcze rozumiem, że na scenie w której rycerz budzi się ze snu, krzyż wyglądałby dziwnie, ale na końcu filmu? Jeszcze głupsze wydaje się tłumaczenie reżysera idącego w zaparte i twierdzącego, że jak nie ma jak jest. No to proszę go znaleźć:
Nie wiem co te kilka biednych pikseli przeszkadzało chłopu, ale wypadałoby jednak uderzyć się w piersi i powiedzieć wprost co i jak. Nawet gdyby miałoby to brzmieć: "Usunęliśmy to usunęliśmy, na chuj drążyć temat?".
Obrońcy spotu argumentują jednak, że to mało istotny szczegół, a sam film to perełka. No cóż, trzeba przyznać jedno - jeśli chodzi o stronę techniczną, nie mam żadnych zastrzeżeń. Wszystko gra i śpiewa, a efekty specjalne są lepsze niż w niejednej polskiej superprodukcji. Sam pomysł również do mnie przemówił: mały chłopiec opowiada o wizycie w Polsce swojemu koledze ze szkolnej ławy, po chłopięcu konfabulując i upiększając historię. Przyjemnie. Niestety sam dobór miejsc, a może raczej sposób ich reklamy to najsłabsza strona filmu, która w moich oczach pogrąża go ostatecznie.
Wszystko zaczyna się w Trójmieście. Czym możemy przyciągnąć tutaj turystów czy inwestorów? Pokazać im Jarmark Dominikański, opowiedzieć o trudnej historii Gdańska? Gdynię, jako miasto zbudowane w przeciągu kilkunastu lat, jako polski cud gospodarczy? Może Sopot - miejsce wypoczynku i dobrej zabawy? Nieeee.... Lepiej walnąć stadion na Euro, który na liście największych tego rodzaju obiektów w Europie, zajmuje... sześćdziesiąte dziewiąte miejsce. Faktycznie, kogokolwiek przyciągnie.
Dalej mamy Warszawę i bitwę pod Grunwaldem na jej ulicach. Ja rozumiem, że twórca chciał wspomnieć o naszych zbiorach sztuki, ale kto wpadł na pomysł aby reklamować je malarzem, zupełnie nieznanym poza granicami naszego kraju? Wiem, że większość Polaków na pytanie o najwybitniejszego artystę odpowiada: "Eeee.. noo... Picasso, Michał Anioł i...yyyy. Matejko!". To jednak, nie znaczy że ktokolwiek poza naszym krajem ma pojęcie o jakimś dziewiętnastowiecznym akademiku. A przecież mamy obrazy: El Greco, Leonarda da Vinci, Wyspiańskiego, Łempickiej czy Beksińskiego - twórców rozpoznawalnych nie tylko w Polsce. Tylko, że z Łempickiej nie da się zrobić napierdalanki na ulicach (tak jakby nie można jej było pokazać przy Trójmieście - Westerplatte).
Następny jest Kraków i smok wawelski. I tutaj nie mam zastrzeżeń - wyszło zabawnie, przyjemnie dla oka, a smoki zawsze są na propsie.
Niestety końcówkę psują Tatry. Zadowolony ojciec zabiera synka w góry. Jakie mamy pasma górskie w Polsce? No Tatry! Jakieś inne? Nieee... Zadowolona rodzinka w garniturkach i letnich strojach wchodzi sobie na... Giewont! To jakiś żart? Może jeszcze na Rysy trzeba było ich wypuścić. Ja wiele rozumiem, ale Giewont to przecież nie jakieś hop siup w stylu Gubałówki, żeby pchać się tam ot tak. No właśnie, skoro już reżyser zapomniał o Sudetach, Beskidach czy Górach Świętokrzyskich to nie lepiej byłoby postawić rodzinkę na Gubałówce i niech patrzą jak budzi się śpiący rycerz?
Oczywiście, oczywiście Paweł Borowski ma na wszystko (jedną) odpowiedź. No bo przecież to tylko wyobraźnia małego chłopca, który nie musi wszystkiego wiedzieć. Taaaaak panie reżyserze, chciałbym tylko zwrócić uwagę na to, że film nie jest adresowany do małych chłopców. Z kieszonkowego polska turystyka raczej się nie utrzyma.

You Might Also Like

0 komentarze: